TEST: Maserati Ghibli V6 | 330KM, 500Nm, RWD

TEST: Maserati Ghibli V6 | 330KM, 500Nm, RWD

Długo zbierałem się, aby napisać o tym samochodzie. Minął prawie rok od tygodniowego romansu i nadal jestem nim zauroczony. Przepiękna linia, chyba najlepiej brzmiące V6 (w dodatku turbo) na rynku… niesamowity samochód. A przecież to tylko “baby Maserati”, czyli najtańszy (choć testowana przeze mnie wersja kosztowała nowa w salonie ponad 400 tys PLN) Włoch tej marki. Przejdźmy to szczegółów.

Za powyższe fotki dziękuję Pablo’s Garage (www.pablosgarage.pl)

Wygląd.

To jego największy atut. Do złudzenia z zewnątrz przypomina swojego starszego brata – Quattroporte. Mierzy prawie 5 metrów długości, masywny. Niesamowicie przyciąga wzrok. Jest wiele wspaniale narysowanych samochodów, ale tylko przy nim doświadczyłem najwięcej zachwytów ze strony przechodniów. Nawet zwykły, rodzinny spacer taty z dzieckiem kończył się pytaniem ze strony malca “Tato, a co to za samochód. To Maserati!”. Jest coś w tej marce, że działa jak magnes. W dodatku mało ich na polskich drogach, tym samym smakuje jeszcze lepiej. Odważne, masywne przetłoczenia z tyłu, długa maska opadająca na wąskie światła, olbrzymi grill oznaczony firmowym logo. Z przodu wygląda trochę jak rekin. Spore, 20-calowe felgi i układ wydechowy, nad którym ponoć pracowano kilka lat, aby brzmiał tak soczyście, że nie wiesz, czy to V6, czy V8. Bajka.


 

Najmniej spektakularny jest tył. Pomimo sporego bagażnika (500 litrów), tylna klapa jest dość krótka i tutaj lepiej prezentuje się Quattroporte, gdyż ma lepsze proporcje. Jednak Ghibli nie ma się czego wstydzić. Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, ugięły mi się nogi. On nawet stojąc wygląda jakby pędził!

Wnętrze.

Wsiadając do środka wiesz już, że musisz godzić się na kompromis. Czuć, że to włoskie auto. Zarazem piękne i ultra wygodne, ogromne wręcz fotele z wytłoczonym logo (czad, naprawdę, Audiowskie S-line, czy nawet AMG nie robi takiego wrażenia, nawet w minimalnym stopniu) w zagłówkach. Czerwona skóra, gruba skórzana kierownica. Analogowy zegarek Maserati… Czujesz, że to jest to, klasa sama w sobie. Ale.. no właśnie. System info rozrywki jest jakby wyjęty z jakiegoś Fiata (i zapewne tak jest, swoją drogą sporo elementów pochodzi z Dodge’a), z grafiką < 2010 a nie >2013. To widać. Zegary są poprawne, choć wyświetlacz pomiędzy nimi już nie jest tak intuicyjny, jednak można się przyzwyczaić. Audio poprawne.

Deska rozdzielcza pokryta skórą, wspomniana kierownica również. Jednak przyciski na niej wykonane z tandetnego plastiku już trochę nie pasują. Boczki drzwi też nie zachwycają – niby obite skórą, a jednk przyciski jak z chińskich zabawek. Choć zaraz widzisz, że drzwi są bezramkowe a nawet na szybach znajduje się przepiękne logo. Lewarek zmiany biegów lekko trzeszczy, jest wykonany również z kiepskiego materiału, aczkolwiek zarządza 8-biegową dość szybką skrzynią. Podsufitka czarna, więc super, ale faktura tego materiału i … tak, ruszający się element nad światełkami kabiny sprawia wrażenie, hm… nawet nie niedopasowanego, a po prostu niedorobionego.

 

Do tego te srebrne wstawki, które nawet nie udają, że są metalem, aluminium. Ich jakość kojarzy mi się ze starymi tanimi resorakami. Fuj.

Z tyłu natomiast miejska wystarczająco. Fotelik dziecięcy się zmieści, aczkolwiek nisko opadający dach nie pozwala łatwo go włożyć i wymaga małych kombinacji. Do bagażnika również go nie schowasz, gdyż przestrzeń załadunkowa jest mała. Coś za coś – jeśli ma być ładnie, to mniej praktycznie. Proste?

Jazda.

Jako, że dostałem go zimą, nie byłem w stanie w pełni wykorzystać jego możliwości. Testowałem co prawda najsłabszą wersję z palety, bo 330KM, 500NM V6, ale nawet przy dużych i szerokich zimowych oponach nie było łatwo utrzymać samochód na prostej, co dopiero w zakrętach. Kontrowanie w tym aucie nie należy do najprostszych. Systemy nie działają tak dobrze jak przykładowo w Mercedesie, czy Infiniti. Aczkolwiek układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, zawieszenie super zestrojone. Samochód jest mega wygodny i chyba określiłbym go jako daily car ze sportowym pazurem niż samochód, który chciałbyś zabrać na tor. Hamulce są bardzo dobre, dźwięk wydechu… to element, który właściwie (poza prezencją auta z zewnątrz) zasługuje na pokłony i mógłbym o nim właściwie w 90% pisać. Tak też jest z z systemami, czy audio. Nie musisz ich mieć, wystarczy delektować się tym dźwiękiem. To nie może się znudzić!

A osiągi? Producent podaje 5.6 sekundy do 100 km/h. Ok, najszybszy VW Passat może to zrobić z silnikiem R4, ale czy to ma znaczenie? Dla mnie nie 😉 Chciałbym go mieć nawet gdyby osiągał 100 km.h w 7 sekudn (ale musiałby brzmieć jak teraz).

Spalanie? No cóż. Pewnie to wina zabawy wydechem, ciągłego podbijania obrotów, ale nie potrafiłem zejść nawet w trasie poniżej 12 litrów. Miasto? Niczym V8. Poziom 20 czy 22 litrów nie jest czymś niesamowitym w tym aucie. Ghibli jakby krzyczało “nie stać Cię na benzynę? Kup sobie tego szybkiego VW Passata i oszczędź na kosiarce pod maską”. Tu nie ma miejsca na oszczędności. A i podejrzewam, że przy bardzo mocniej jeździe, granice pod 30 litrów w mieście nie byłyby trudne do osiągnięcia.

Podsumowanie.

Piękny, brzydki, cudowny, tandetny, niesamowity, niedopracowany, cudownie brzmiący, trudny do opanowania, drogi, choć tani wewnątrz, nieekonomiczny, choć chcesz sięgnąć po oszczędności aby móc robić nim długie trasy, szukasz każdego, nieuzasadnionego logicznie powodu aby się nim przejechać. Chcesz kupić bułki? Koniecznie musisz jechać po nie parę kilometrów. To co, że masz sklep pod domem. Tam są lepsze! 😛 Najkrótsza trasa z biura do domu? Wyrzuć telefon z Google Maps przez okno, uchyl szybę i jedź najdłuższą. Tylko po to aby delektować się jazdą.

Ten samochód przypomina mi trochę Saaba, a miałem ich kilka. Były piękne, ale psuły się niesamowicie. Prowadziły się świetnie, aczkolwiek niedopracowane. Środek innowacyjny, ergonomiczny, a czasem tandetny. A i tak o nim wciąż myślisz. Testujesz inne samochody, a myślami wracasz do niego. To tak trochę jak z kobietą z okładki Playboya. Wiesz, że taka znajomość może być niebezpieczna, droga, intensywna, niepoukładana, możesz nawet nie mieć o czym z nią porozmawiać, ale… wciąż otwierasz ten swój ulubiony numer i wertujesz kartkę po kartce aż do miejsca, w którym jest wywiad i rozkładówka pani z okładki. Taki jest Ghibli. Czy bym go chciał? Tak! Czy to rozsądny wybór? Nie! Aczkolwiek jeśli masz dziecko, potrzebujesz w miarę pojemnego auta, które ma sportowy pazur, nie jest typowym niemieckim, dopracowanym, popularnym wozem, masz przynajmniej 200k PLN wzwyż (za wersję używaną, lub nową + 400….) kup Maserati. +100 punktów do fejmu i +1000 do radości.

Plusy:

  • Układ wydechowy
  • Marka i cały z tym związany “feeling”
  • Prezencja auta
  • Układ kierowniczy
  • Cena (jak na Maserati)

Minusy:

  • Duży spadek wartości
  • Średniej jakości wykończenie wnętrza (choć czasem pozytywnie zaskakuje np fotele)
  • Bardzo wysokie spalanie (jak na V6, trzeba liczyć średnio 18 – 20 litrów w mieście)
  • Potrafi rozkochać w sobie na tyle, że nie myślisz przy nim trzeźwo

Posłuchajcie jak to brzmi….:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *