TEST: Jaguar XE 2.0 240KM 350Nm w wersji R-Sport

TEST: Jaguar XE 2.0 240KM 350Nm w wersji R-Sport

Jaguar XE. Jaguar to marka, która zawsze kojarzyła się ze sportową elegancją. Bardzo dobre osiągi, niebanalne wyposażenie, unikalność, a przy tym wysokie ceny, które nie każdemu pozwalały zasiąść za sterami.

Jaguar XE trochę to przełamuje. Jest bardziej przystępny finansowo (tzn. nadal kosztuje blisko 200 000 zł, ale nie jest to już tak wysoka kwota jak w przypadku XF, czy XJ) praktyczny, osiągalny. Jego ceny zaczynają się od kwot poniżej 200 000 zł, które stają się jeszcze ciekawsze, gdy skorzystamy z atrakcyjnego finansowania (leasing, bądź wynajem) dla przedsiębiorców.

Do rzeczy, miałem przyjemność przetestować niebanalny, jeden z najnowszych modeli Jaguara – XE w wersji wyposażenia R-Sport.

To następca nie do końca udanego X-type’a, który był często nazywany Mondeo w przebraniu (pod koniec lat osiemdziesiątych Ford kupił Jaguara, następnie sprzedał markę indyjskiemu koncernowi Tata). Teraz jest zupełnie inaczej, zdecydowanie lepiej! To premium odpowiednik Mercedesa klasy C, BMW 3, Audi A4, Lexusa IS’a, Inifniti Q50, Volvo S60, itd. Dostępny w kilku wersjach silnikowych:

Benzyna:

  • R4 2.0 200 KM
  • R4 2.0 240 KM – o którym napiszę
  • V6 3.0 380 KM
  • V8 5.0 Turbo 550 KM

Diesel:

  • R4 2.0 Turbo 163 KM
  • R4 2.0 Turbo 180 KM

Można go nabyć z napędem na tył, lub na obie osie. Do testów otrzymałem R4 2.0 240KM, 350Nm, RWD z automatyczną skrzynia ZF (podobnie jak w BMW). O tym jak jeździ napiszę dalej.

Jaguar z zewnątrz.

Przód jest przepiękny. Charakterystyczny grill, logo kota, które powoduje lekką gęsią skórkę. Wiesz, że zaraz zasiądziesz za kierownicą Jaguara!

Ok, to tylko 4-drzwiowy sedan z “rzędową czwórką” dla oszczędnych, ale nadal to Jaguar. Nie jakieś oklepane BMW, czy Audi. W gąszczu konkurencyjnych niemieckich aut, które skuteczne zapełniają warszawskie (i nie tylko) ulice potrafi się wyróżnić. Duże 18 calowe czarne obręcze, czarny grill, biały lakier, niemal cały przeszklony dach, podwójny układ wydechowy, sportowa dokładka zderzaka, bardzo charakterystyczna atrapa dodatkowego chłodzenia maski (??) z napisem Jaguar w nadkolach czynią z tego auta naprawdę premium z nutką sportowego zacięcia kociaka, który sprawia wrażenie droższego o przynajmniej 100 000 zł.

Tak, on do złudzenia przypomina starszego i droższego brata – Jaguara XF. Tylko wprawne oko pozna przede wszystkim po tyle, że ma do czynienia z tańszym odpowiednikiem.

Grill prezentuje się naprawdę zjawiskowo na żywo!

 

Nie rozumiem 3 rzeczy. 1 – czemu rury wydechowe są tak blisko siebie? Może to nawiązanie do F-type? 2 – lampy na klapie mogłoby się lekko wcześniej kończyć, byłby bardziej smukły, sportowy, 3 – czemu to 25t, skoro mamy tutaj R4 2.0 pod maską? Detale, choć przy tej cenie dość istotne.

 

Widzicie tego lekkiego “zeza” z rurami wydechowymi? Nie do końca rozumiem koncepcję projektanta, choć sama dokładka zderzaka, zdecydowanie odróżniająca się od reszty nadaje autu sportowego zacięcia.

 

Profil jest poprawny, na żywo robi zdecydowanie lepsze wrażenie. Do pełni szczęścia przydałoby się lekko przyciemnić szybki, oraz dodać większą najlepiej czarną, współgrającą z całością lotkę (spoiler tylnej klapy). Nie zaszkodziłaby również carbonowa ;P

 

Jaguar XE 360 stopni.

 

Parkowanie XE.

 

Robi wrażenie..

 

Prezentuje się naprawdę dobrze!

 

Rzut okiem na tylne lampy LED.

 

Jaguar wewnątrz.
Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Początkowo obawiałem się wnętrza. Wiecie, koncern Tata i pierwsze skojarzenie, że materiały będą średniej jakości. W dodatku to najtańszy i najmniejszy model Jaguara. Jednak po zajęciu miejsca kierowcy od razu czuje się super leżącą w dłoniach kierownicę obszytą miękką skórą, przepiękny wyświetlacz z zegarami, efektownie wysuwającą się gałkę zmiany biegów, perforowaną skórę pokrywającą sportowe fotele, dość prostą ale ergonomiczną deskę rozdzielczą… i widok tej naprawdę niesamowitej linii deski przechodzącej aż na drzwi. Sprawia wrażenie drogiej, nietypowej konstrukcji, po prostu coś innego.

 

Widzicie linię nad deską łączącą bok drzwi? Niesamowite! To jakby okala kierowcę, daje do zrozumienia, że “to auto jest stworzone dla Ciebie”.

 

Ok, jest trochę niespójnych elementów. Na przykład nawiewy moim zdaniem są nielogicznie usytuowane, zdecydowanie za nisko, przyciski opuszczania szyb i regulacji lusterek jakby z Toyoty Yaris, ale ok, można przymknąć na to oko.

 

 

Dbałość o szczegóły na bardzo wysokim poziomie!
Spasowanie elementów jest na wysokim poziomie. Sama kierownica ma ciekawe plastikowe, przypominające chrom wstawki. Plastikowe wygodne łopatki zmiany biegów, pełna regulacja menu na wyświetlaczu z zegarami z pozycji kierownicy, zestaw głośnomówiący, podgrzewana kierownica, tempomat… generalnie jest wszystko czego potrzeba w aucie z segmentu premium.

 

Podgrzewanie kierownicy powinno mieć każde auto! Duży plus za ten “ficzer”.

 

Nawigacja jest precyzyjna, ale proces wprowadzania danej destynacji dość nieintuicyjny i trwa zdecydowanie za długo. Do tego dość irytujący lektor, którego na szczęście można wyłączyć. Generalnie jest ok.

 

Kamera cofania w bardzo dobrej jakości, choć nie było (przynajmniej w tym modelu) kamer 360 stopni.

 

Każda gałka w kratkach nawiewu opatrzona logo Jaguara.

 

Nagłośnienie marki Meridian.

 

Hamulec ręczny na przycisk, wygodne uchwyty na napoje.

 

Czarna podsufitka.

 

Chyba najbardziej efektowny gadżet, czyli automatycznie wysuwana gałka (pokrętło) zmiany biegów. To robi naprawdę dobre wrażenie. Element zapożyczony z droższych modeli Jaguara.

 

Po prostu piękne! Wysuwana gałka i wnętrze XE.

 

 

Jest też trochę fajnych rozwiązań dla gadżeciarzy, mianowicie, można korzystać z 10 dostępnych kolorów podświetlenia tzw. ambient lights. Szkoda tylko, że nie można zdefiniować podświetleń manualnych przycisków, które zawsze pozostają zielone. To nie przeszkadza, aczkolwiek można było pójść za ciosem dając użytkownikowi pełną możliwość konfiguracji oświetlenia.

 

 

Pokryta skórą deska, oraz małych rozmiarów schowek, który pomieści np. książkę serwisową.

 

 

Schowek w podłokietniku całkiem solidnych rozmiarów. Pomieści aparat i parę innych gadżetów. Dodatkowa półeczka np. na monety. Plus za miękkie obicie schowka dzięki czemu będzie cicho w kabinie. Chociaż to standard w autach z segmentu premium.

 

To czego nie spotkacie w innych samochodach, to pulsujący przycisk start. Tak jakby XE prosił on kierowcę aby ten uruchomił drzemiące pod maską serce. Niby szczegół, a cieszy!

 

Odpalam XE w garażu – zegary.

 

 

Prosty, intuicyjny panel wyboru trybu jazdy.

 

 

Duży plus za podświetlenie nóg pasażerów z tyłu. Ale coś za coś, troszkę mało miejsca z tyłu. To idealne auto dla pary, lub 2+1, lub 2+2 gdy mamy malutkie dzieci w fotelikach.

 

 

Cieszące oko dodatki – progi z napisem R-Sport.
Jest też trochę minusów. Klapa bagażnika nie ma wygłuszenia, oraz mechanizm opuszczania foteli jest zaprojektowany tak jakby tuż przed premierą o nim zapomniano i przeszczepiono go z jakiejś zabawki dla dzieci. Nie przystoi przy ponad 250 tys zł!

 

 

No nie wiem jak mam to skomentować…może się czepiam, ale kurczę, tak nie powinno być! W niektórych miejscach widać oszczędność materiałów, a szkoda bo generalnie auto mega udane!

 

Jak jeździ Jaguar XE 2.0?
Duży plus za bezpośredni układ kierowniczy i skrzynię.

 

Właśnie, ta skrzynia XF jest pozytywnie narwana. Serio, ta łatwość w przyspieszaniu, lekkość operowania biegami pozwala przyzwyczaić się momentalnie do tego auta. Żona zakochała się od razu nie zważając na to, że mocy jest tu całkiem sporo i mamy napęd na tylną oś. Niezwykle łatwo je opanować. W połączeniu z całkiem niewielką masą samochodu (1475kg) mamy do dyspozycji niezłą strzałę dającą radość z jazdy. Przyspieszenie może nie jest powalające, ale 6,5 sekundy, to już naprawdę dobry wynik.

 

 

Mogę mieć tylko trochę zastrzeżeń do trybu standardowego skrzyni – gdy chcemy jeździć naprawdę spokojnie (wiecie, korki, dziecko w foteliku, teściowa na pokładzie, itd.), to trzeba operować niezwykle delikatnie pedałem gazu, lub wrzucić… tryb ECO. Poważnie, nie potrafiłem ogarnąć w 100% tej skrzyni pod kątem płynności. Z drugiej jednak strony po co mieć Jaguara, który zamula?

 

 

Przyspieszenie na mokrej nawierzchni.

 

 

Cruise po mieście…

 

 

Dzień wcześniej testowałem auto z 5-litrowym autem V8 o mocy ok 400KM i przejście na 240KM nie było wcale miażdżące dla Jaguara. Naprawdę miałem masę zabawy z jazdy tym samochodem, w dodatku ta wersja z pakietem R-Sport przyciągała wzrok wszystkich przechodniów i kierowców. Nie da się go nie zauważyć.

 

 

Jeśli chodzi o spalanie, to… hm. Nigdy nie zrozumiem tego czemu auto 300KM pije podobnie jak 2.0 turbo. Zapewne przez…turbo 😉 No jest wysokie, bo ponad 13 litrów na 100 km. Sam posiadam 2.0 R4 211KM RWD, ASB, w aucie ważącym ok. 1700kg (a więc ponad 200kg więcej od XE), które nigdy nie spaliło więcej jak 10,5 litra w mieście, w dodatku zimą. Może to wina jeszcze niskiego przebiegu w Jaguarze i z czasem silnik “się ułoży”, nie wiem. Mimo to, te ponad 2 litry więcej paliwa nie odstraszają na tyle, by nie rozważyć kupna XE R-Sport. Aha, muszę to powiedzieć, że tryb Winter/Snow jest tutaj chyba najlepszy z jakim miałem do czynienia. Naprawdę, nie ma szans na zerwanie przyczepności, a przy tym nie ma efektu “zamulenia” jak w konkurencyjnych skrzyniach ograniczających moment obrotowy w analogicznym trybie jazdy.

 

Trochę o wyposażeniu….
XE otrzymał jako pierwszy na świecie w system ASPC, który działa jak terenowy tempomat. Tzn. podobno, bo nawet nie próbowałem tego przetestować. Skupiłem się przede wszystkim na jeździe. Zdecydowanie za krótko nim jeździłem 🙁
Opcjonalnie auto wyposażyć można  m.in. w podgrzewane, skórzane fotele (ten je posiadał), niebieskie ambientowe podświetlenie wnętrza (też) oraz aluminiowe listwy (również), skórzaną tapicerkę (yep), system audio firmy Meridan (owszem, choć nie znam marki), reflektory biksenonowe ze światłami do jazdy dziennej typu LED (zgadza sę), elektrycznie sterowane fotele oraz 18-calowe alufelgi (to posiadał). Generalnie miał wszystko czego potrzebuje kierowca. To sprawia, że cena auta wywindowała do… 265 tys zł. Sporo jak na 2.0 R4, choć nie jest to tak wysoki koszt jak BMW 330/430 (dawniej 328/428) z podobnym wyposażeniem.

 

 

Rzut okiem na pierwszą stronę specyfikacji…

 

Czy auto bym kupił? Jako kolejny samochód w ramach leasingu owszem. Dlaczego? Za unikalność, emblemat (tak, to jednak Jaguar), za skrzynię XF, za to że nie jest niemieckie (nie jestem hejterem, ale sporo aut z DE w Polsce), za świetny tryb Winter/Snow, za to że posiada napęd na tył (jest troszkę zabawy), za poprawną linię, za pakiet R-sport.

 

W tej chwili są fajne promocje na roczniki 2016. W ramach pakietów finansowania można mieć diesla już od 1550 zł netto miesięcznie, testowanego R-Sport’a za ok. 2,5 – 2,6k netto. Odrobina negocjacji, wycelowanie w rocznik 2016 (zaraz mamy 2017) i rata zapewne spada do ok. 2 – 2,2k netto co jest już całkiem akceptowalne przy tak bogatym wyposażeniu i tak dobrze jeżdżącym i wyglądającym aucie.

 

Za test dziękuję dealerowi British Automotive Centrum – Autoryzowany Dealer Jaguar Land Rover, przy ul. Waszyngtona 50 w Warszawie.
Kontakt:
  • http://jlrcentrum.jaguar.pl/xe
  • https://www.facebook.com/britishautomotivecentrum/
Jeżeli masz pytania związane z testowanym autem, pozostaw je w komentarzu a postaram się na nie odpowiedzieć najlepiej jak tylko potrafię.
Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *